english version

09-07-2017

04-02-2003

wersja polska

 

List i fragmenty wspomnień Dr Teresy Borkowskiej-Wójtowicz
(przed wojna zamieszkałej w Krasnymstawie, obecnie w Warszawie)


Warszawa, 31.XII.2004 r.

Wielce Szanowny Panie Doktorze,

Dziękuję Panu Doktorowi za wysiłki poniesione w odtworzeniu historii krasnostawskiej Rodziny Wajszczuków. Mądrzy, ciekawi, inteligentni, dobrzy. Do dzisiejszego dnia pozostała w nas pamięć Ich Domu. Wieczory, gdy p. Wajszczukowa czytała nam „Huragan” Gąsiorowskiego, czy „Przygody Beniowskiego” wywarły na nas ogromy wpływ.

Wiele razy czytałam ten list. Poprawiałam, przestawiałam fragmenty, by oddać atmosferę Domu Wajszczuków. Nie potrafię jednak oddać słowami tego, co przeżycia z Rodziną Wajszczuków pozostawiły we mnie. Bo to są i dziecięce zabawy, kłótnie, radości, a potem ból i łzy.

Teresa Borkowska-Wójtowicz


Warszawa, 3.I.2005 r.

Szanowny Panie Doktorze,

Moje wspomnienia rodziny Wajszczuków zaczynają się od przyjścia do Szkoły Powszechnej im. A. Mickiewicza (w Krasnymstawie - WJW) Basi Wajszczuk, a był to rok 1936. Nasze mieszkania dzieliła wąska uliczka, a okna mieliśmy naprzeciwko siebie. Był to rok 1936, ponieważ w 1937 r. jesienią zamieszkaliśmy w domu Leszczyńskich, w którym obecnie mieści się poczta. Przyjaźniliśmy się z całą rodziną. Rodzice z rodzicami, dzieci z dziećmi. (...) Dom pp. Wajszczuków pełen był miłości, ciepła, radości, swobody i dostatku. Nie przykładano się zbytnio do nauki, a rodzice byli bardzo tolerancyjni. Zazdrościliśmy im tego, moi dwaj bracia rówieśnicy Wojtka i ja. Dzień nasz po szkole spędzaliśmy znowu razem. Latem biegaliśmy na łąki. Chłopcy bawili się w wojnę, dziewczynki w chowanego. Były też wycieczki rowerowe. Cała trojka młodych Wajszczuków miała rowery tak, jak i ja - damkę „Zawadzkiego”. (...) Zimą przykręcało się łyżwy do butów i całe popołudnia spędzaliśmy na lodowisku sztucznym, zamarzniętym Wieprzu, lub sankach. Rodzice wieczorami szli do Klubu. (...) Grano w nim w karty, tańczono, plotkowano. Tak było do wybuchu wojny.


Drużyna harcerek im. Emilii Plater z Krasnegostawu
Święto Odzyskania Niepodległości. Drużynę prowadzi Teresa Borkowska. Barbara w drugim rzędzie, druga od prawej (oznaczona białym krzyżykiem)
Krasnystaw - 11 XI 1938

Wychowani w rodzinach walczących o Polskę, karmieni opowiadaniami o przygodach wojennych dziadków, ojców i kuzynów, widzieliśmy wojnę jako przygodę, którą i nam dane jest przeżyć. Cieszyliśmy się. Byłyśmy z Basią harcerkami. Drużyna nosiła imię Emilii Plater. Mnie jako drużynowej polecono zorganizować pracę w biurze Starostwa, gdy opuścili je urzędnicy. Polegała ona na prowadzeniu listy osób, które chciały być przyjęte przez starostę wydającego kwity na benzynę. Benzyna to było, dla wielu ludzi uciekających autami przez Niemcami, życie. Miasto pełne było porzuconych samochodów z braku paliwa. Pracowałyśmy na dwie zmiany. Któregoś dnia wieczorem w czasie bombardowania wyszedł do nas starosta Olejniczakowski i zapytał, kto na ochotnika pojedzie na stację PKP odszukać pana „X”. Zgłosiłyśmy się z Basią. Autem bez świateł, skulone i przestraszone, dojechałyśmy do celu. Po wejściu na stację pełną ludzi – nogi nie było gdzie postawić – i dymu papierosowego, wywoływałyśmy bez skutku nazwisko szukanego mężczyzny. Ta wyprawa związała nas jeszcze bardziej.


Od lewej: Teresa Borkowska i Barbara Wajszczuk
Krasnystaw - 4 V 1940
Zdjęcie zrobione przez brata Basi - Antka 0083

Późną jesienią poszłyśmy do Szkoły Podstawowej do siódmej klasy, którą szybko rozwiązano, ponieważ były w niej dzieci mające 14 lat, a te już wywożono na roboty do Niemiec. Zima 1939/40 była mroźna. (...) Były łyżwy i sanki do godziny policyjnej – dużo wolnego czasu. Pierwsze sympatie – Antek pocałował mnie w rękę, której długo nie myłam. W naszym mieszkaniu mieszkali oficerowie niemieccy, żołnierze. (...) W 1941 roku zaczęto likwidować Żydów, nas zaś wyrzucono w przeciągu 2 godzin z mieszkania. Przydzielono nam mieszkanie przy Placu 3-Maja (...). Mieszkaliśmy znowu z rodziną pp. Wajszczuków „przez szosę”. (...) W tym czasie bracia moi mieszkali u Dziadków, a ja u doktorostwa Wajszczuków. Zamiast żołnierzy zjawili się Gestapowcy, policja niemiecka i współpracująca z nią polska, żandarmi niemieccy. U doktorostwa Wajszczuków w salonie zamieszkał Gestapowiec. Na dole kamienicy umieszczono posterunek policji polskiej. Rozpoczęły się aresztowania Polaków. (...)

W czasie (mojego) pobytu u doktorostwa Wajszczuków, doktor Wajszczuk pracował rano w szpitalu, a po południu przyjmował pacjentów w prywatnym gabinecie wydzielonym z mieszkania. Mieszkanie miało dwa wejścia. Kuchenne i frontowe z dużą, ale ciemną poczekalnią. Doktor miał masę pacjentów i świetnie zarabiał. Nie istniała Kasa Chorych. Nikt nie był ubezpieczony. Wszyscy leczyli się prywatnie, a poczekalnia doktora była pełna chorych. Nie miał doktór czasu, by z nami usiąść do kolacji. Najczęściej była to zupa mleczna z kluskami, której nie znosiłam, ale jadłam. Chleb był na kartki, gliniasty, w bardzo małych ilościach. Z buraków cukrowych kradzionych z wozów chłopskich i mąki robiono placki zwane prenadlami. I to z Basią nosiłyśmy w blachach do piekarni, gdzie pieczono je po chlebie w piecu za parę groszy. Kiedyś przy tym prenadlu, czy zupie mlecznej opowiadał dr Wajszczuk, jak to na wyścigach konnych w Warszawie usłyszał zachwyty nad piękną kobietą o zielonych oczach. Gdy szukał tej pani zorientował się, że była nią Jego żona. Do mnie mówił: „Zostaniesz w naszej rodzinie – zobaczysz.”

Antek zrobił się tajemniczy. Znikał na godziny. Chodził na kurs podchorążówki. Wojtek zaczął przyjaźnić się z różnymi chłopakami. Ginął nam z oczu. Nie chciał powiedzieć, gdzie chodzi i z kim. Kiedyś szukaliśmy Go wszyscy aż do godziny policyjnej. Gdy się odnalazł rano, okazało się, że nocował u krawca, z którego synem utykającym na nogę zaprzyjaźnił się. (...) Bardzo się wszyscy o Wojtka bali. Mógł, mimo woli przez wygadanie się, sprowadzić na rodzinę zaangażowaną w konspirację, nieszczęście – Niemców. (...)

Do Żółkiewki, gdzie stał letni dom jeździły dzieci.* (...)


Basia Wajszczukówna (0084), zaraz po śmierci ojca, w towarzystwie wujostwa, Stanisława (BG010) i Aleksandry Bieguńskich.
Zdjęcie nadesłane przez Włodzimierza Bieguńskiego.

Doktór Wajszczuk zmarł na serce. Przepuszczam, że była to tzw. „śmierć sekundowa” – dr Wajszczuka znaleziono w gabinecie. W ręku trzymał strzykawkę wypełnioną lekarstwem. Doktora znaleźli pacjenci czekający w poczekalni na przyjęcie. Mijały minuty. Gdy ani pacjent, ani doktór nie wychodził z gabinetu, otwarli drzwi i znaleźli leżącego na podłodze martwego doktora.

Po śmierci dr Wajszczuka spotkałam się z całą rodziną: p. Wajszczukową, Danusią, Antkiem, Basią i Wojtkiem. Kobiety miały ubrania żałobne, którymi byłam zaskoczona. Czarne suknie sięgały ziemi, a na twarz zarzucone były czarne woalki. Basia powiedziała mi, że to tradycja rodzinna i ten strój nosi się 40 dni. Przesiedziałam z nimi cały dzień. Likwidowano mieszkanie, szukano rozwiązań. (...)

Gdy mieszkaliśmy "okno w okno" z rodziną dr Wajszczuka, owijaliśmy kamień nitką z liścikiem i rzucaliśmy go do siebie. My staliśmy na balkonie - oni w oknie. Niestety przyłapano nas i zabawa się skończyła. Moich braci dr Wajszczuk „złapał” gdy huśtali się na antenie radiowej doktora w związku z czym nie mógł odbierać radia.

Krasnystaw, 1937 lub 1938 rok - kwesta na rzecz PCK[4]..


W środku zdjęcia siedzi adwokat Pawel Wisz[1]. Od lewej - siedzi doktorowa Wajszczukowa i stoi Danusia Wajszczuk; po prawej - stoi Dr Edmund Wajszczuk i siedzi Zofia Borkowska [2]. Ponadto stoją bracia Dr Teresy Borkowskiej [3]. W tle hotel, restauracja i kawiarnia Ratajskiego.

(Dalszy ciąg wspomnień po rozmowie telefonicznej).

Jestem pewna, że dr Wajszczuk należał do organizacji podziemnej ZWZ, przekształconej później w AK. Opieram to na następującym wspomnieniu: Pewnego letniego dnia 1941 r. po południu wpadła do naszego mieszkania Basia i zapytała moją Matkę, czy pozwoli mi z nią jechać, o co prosi dr Wajszczuk, do Rejowca. Matka moja się zgodziła. Przed kamienicą, w której mieszkali pp. Wajszczukowie, stała bryczka z furmanem. Siedziała już w niej nieznajoma nam pani. Kazano nam usiąść obok niej. Pani opowiadała o Warszawie, zagadywała nas – z daleka wyglądałyśmy jak rodzina. Dojechałyśmy do Rejowca do dworu, którego właścicielem był Budny. Posadzono nas przy długim stole, przy którym siedziało już dużo osób. Dostałyśmy porcję kartofli ze zsiadłym mlekiem po czym tą samą bryczką wróciłyśmy do Krasnegostawu. Ta pani była łączniczką lub kurierką. Budnego w 1944 lub 1945 r. zastrzelił oficer NKWD, w domu. Ot tak – wszedł, stanął, wyjął rewolwer i strzelił. W ujawnionych obecnie dokumentach z tamtych lat jest notatka Sierowa do Stalina, w której zawiadamia go o przejęciu w Rejowcu dużej ilości złota i dolarów należących do AK. Krasnystaw tak jak i Rejowiec podlegały Chełmowi. Czy w archiwach są jakieś dokumenty ze spisem nazwisk Akowców – nie wiem. (...).

Pozdrawiam Pana, Panie Doktorze
Życząc sukcesów w „Labiryncie Przodków”

Teresa Borkowska-Wójtowicz

 


* (WJW) - W czasie jednej z rozmów telefonicznych, p. Dr Borkowska-Wójtowicz wspomniała również, że żona dr Wajszczuka prawdopodobnie przeniosła się ze starszymi dziećmi do Krasnegostawu wcześniej, przed wielkim pożarem w 1938 roku, (czasowo - na okres roku szkolnego?) żeby im umożliwić uczęszczanie tam do szkoły.

Po pożarze (i w czasie wojny?) dzieci jeszcze jeździły do Żółkiewki na lato, gdzie prawdopodobnie ocalał z pożaru, na posesji doktora, jakiś mały budynek gospodarczy?

Dr Borkowska: Nie wiem, czy ocalał po pożarze, czy też został wybudowany, mówiło się "barak"


[1] Endek rozstrzelany przez Niemców.

[2] z d. Kilinska - matka Dr Teresy Borkowskiej-Wojtowicz, która nadesłała to zdjęcie - zmarła w 2006 r. w wieku 103 lat, była przez 10 lat nauczycielka w szkole powszechnej w Lublinie.

[3] bliźniacy urodzeni w 1930 roku - Kazimierz, zmarł na gruźlicę (tzw."prosowka") w czasie okupacji niemieckiej w wieku 12 lat i Józef, geodeta na emeryturze zamieszkały w Krasnymstawie.

[4] Zdjęcie nadesłane w kwietniu 2006 roku przez dr Teresę Borkowską-Wójtowicz


Zobacz również:


Przygotowali: Waldemar J Wajszczuk & Paweł Stefaniuk 2000-2017
e-mail: wwajszczuk@comcast.net